Przyszła do mnie cztery miesiące po tym, jak odeszła od partnera.
Usiadła, wzięła głęboki oddech i powiedziała:
„Ale on mnie nigdy nie uderzył. Więc może to nie była przemoc. Może po prostu jestem przewrażliwiona.”
Słyszałam to już setki razy. Niemal słowo w słowo.
PRZEZ 5 LAT JEJ PARTNER POWTARZAŁ, ŻE JEST ZBYT WRAŻLIWA
Że przesadza. Że bez niego sobie nie poradzi.
Mówił to tak długo i tak spokojnie, że Magda zaczęła w to wierzyć.
Kiedy w końcu odeszła — zamiast ulgi poczuła pustkę. I głos w głowie, który mówił, że to jej wina. Każdego ranka. Każdej nocy.
Magda była inteligentna, wykształcona i silna. I właśnie dlatego tak długo nie widziała, co się dzieje.
Bo nikt jej nie powiedział, że przemoc może wyglądać tak — bez jednego siniaka na ciele.
Ich związek zaczął się pięknie. Jej partner – Daniel był czarujący, uważny, wiedział, czego chce.
Magda myślała: „nareszcie ktoś dojrzały”.
Ale powoli — tak powoli, że prawie niezauważalnie — zaczęło się coś zmieniać.
Najpierw drobne uwagi. „Czy musisz tyle pracować?” „Twoje koleżanki chyba nie są dla Ciebie dobre.” „Zawsze wszystko przekręcasz.”
Kasia tłumaczyła sobie: „ma zły dzień”. Albo: „może faktycznie przesadzam”.
Przestała ufać własnej pamięci. Przestała ufać własnym odczuciom. Bo on zawsze miał lepszą wersję wydarzeń.
Kiedy w końcu zebrała siły i odeszła — myślała, że będzie lepiej.
A było inaczej. Bo zabrała ze sobą coś, czego nie zostawiła w tym mieszkaniu: jego głos w swojej głowie.
Problemem Kasi nie był on. Problemem było to, co pięć lat z nim zrobiło jej obrazowi siebie.
NIE WIEDZIAŁA JUŻ CO JEST PRAWDĄ, A CO ON JEJ WMÓWIŁ
Nie wiedziała, czy jej odczucia są wiarygodne.
Bała się każdej nowej relacji – i jednocześnie bała się być sama.
Jeśli czytasz to i myślisz „to dokładnie ja” — to dobrze trafiłaś.
Po kilku latach pracy w gabinecie zauważyłam jedno:
kobiety, które do mnie przychodziły, czekały na wizytę średnio trzy tygodnie.
Płaciły 250 zł za godzinę. I przychodziły raz w tygodniu.
A potem wychodziły — i przez kolejne sześć dni były same ze swoją głową.
Postanowiłam to zmienić.
Zebrałam wszystko, co mówię kobietom w gabinecie od 15 lat — i zamknęłam to w jednym kursie online.
Tak, żebyś miała dostęp do tego o 23:00, kiedy najbardziej tego potrzebujesz.
Bez czekania. Bez umawiania wizyty. Bez wstydu.
Powiem Ci coś jeszcze
Magda wróciła do mnie po czterech tygodniach.
Usiadła i powiedziała:
„Po raz pierwszy od lat wstałam rano i pomyślałam — to nie moja wina. I w to uwierzyłam.”
Nie dlatego, że ktoś jej tak powiedział.
Dlatego, że w końcu wiedziała, skąd ten głos pochodzi i jak go uciszyć.
To samo słyszę od kobiet, które przeszły przez mój kurs. Nie po roku. Po kilku tygodniach.
„Przez 2 lata chodziłam na terapię i wciąż budziłam się z jego głosem w głowie. Po miesiącu kursu dr Marty po raz pierwszy pomyślałam rano: to nie moja wina. I naprawdę w to uwierzyłam.”
— Karolina, 34 lata, Warszawa
„Bałam się, że to będzie za drogie i że i tak nie zadziała. Zadziałało. To najlepsze pieniądze, jakie wydałam na siebie w życiu.”
— Agnieszka, 38 lat, Gdańsk
„Zrobiłam ten kurs w piżamie, w łóżku, w nocy. Nikt nie wiedział. I właśnie wtedy zaczęłam wychodzić z najgorszego okresu w życiu.”
— Monika, 31 lat, Wrocław
Pomogłam już ponad 100 kobietom — w gabinecie, na szkoleniach i przez fundację. To nie są liczby. To są kobiety, które dziś żyją inaczej.
Moja asystentka – od dawna mówiła mi, żebym to wszystko zebrała w jedno miejsce.
Bo nie każda kobieta może sobie pozwolić na gabinet.
Bo nie każda chce czekać trzy tygodnie na wizytę.
Bo nie każda chce tłumaczyć od początku całej historii obcej osobie.
Więc zebrałam. I nazwałam to:


